Poznań Spoza Kamery » Na Euro 2012 dopingujmy jak w Jakuszycach

18 lutego 2012,

Na Euro 2012 dopingujmy jak w Jakuszycach

Euro 2012 - Wrocław - Warszawa - kibice - Grecja - Czechy - Rosja - strefa kibica

Szacunek dla 5 tys. kibiców, którzy przyjechali na Puchar Świata w biegach narciarskich w Jakuszycach. Dopingowali nie tylko Justynę Kowalczyk. Wsparcie dostały też pozostałe zawodniczki. W tym Marit Bjørgen, której leki na astmę wciąż budzą w naszym kraju mnóstwo kontrowersji. Już na dzień dobry dostała kwiaty od organizatorów. A na mecie dzisiejszego biegu na 10 km przywitał ją gorący doping polskich kibiców.

Dlaczego o tym piszę?

Bo to powinien być dla nas wzór, jak zachować się podczas Euro 2012. Znajdziemy się w sytuacji, której dotąd właściwie nie znaliśmy. Dotąd „kibice przyjezdni” w jakimkolwiek sporcie kojarzyli nam się z grupką kilkudziesięciu, kilkuset osób przyjeżdżających na sam mecz i zasiadających w wydzielonym sektorze.

W czerwcu będzie inaczej. Po ulicach polskich miast będą się przechadzać kibice ubrani nie tylko w biało-czerwone barwy. Będą tysiące gości z zagranicy, liczący na zwycięstwa niekoniecznie Polaków, tylko swoich reprezentacji.

Dotyczy to zwłaszcza Warszawy. Tam przecież w jednej strefie kibica zgromadzą się na wspólnym oglądaniu meczów polscy fani oraz Grecy i Rosjanie (z Czechami zagramy we Wrocławiu). Czy będziemy potrafili zachować się wobec nich w porządku, zwłaszcza jeśli to ich drużyny okażą się lepsze od naszej?

Gdyby to było 10-11 lat temu – miałbym poważne obawy. Bo to wtedy niektórzy kibice skoków narciarskich (wydawałoby się, że i tak mniej krewcy niż miłośnicy piłki nożnej) gwizdali w czeskim Harrachowie na Martina Schmitta i Janne Ahonena. A rok później Svena Hannawalda i Simona Ammana obrzucali śnieżkami.



Na szczęście dzisiejsze zawody pokazują zmianę, jaka zaszła przez dekadę wśród polskich kibiców sportów zimowych. Mam nadzieję, że w czerwcu wszyscy weźmiemy z nich przykład.

Zresztą nie tylko z nich. W tym samym 2002 r. współgospodarze mundialu Koreańczycy na mecz Korea-Polska ubierali nawet niektórych swoich kibiców w biało-czerwone barwy, żeby naszym piłkarzom grało się raźniej! O żadnych niesnaskach między kibicami nie było mowy. Wszyscy na każdym kroku podkreślali życzliwość Koreańczyków (Japończycy wypadali pod tym względem słabiej). I gdyby nie sędziowie skandalicznie „przepychający” koreańską drużynę przez kolejne fazy turnieju – być może zapamiętalibyśmy najlepiej właśnie koreańskich kibiców.

Chyba mimo wszystko warto pozwolić, by i nas dobrze zapamiętali.

Seweryn Lipoński / 18 lutego 2012